Skocz do zawartości
Aby otrzymać pełny dostęp do forum zarejestruj się, a następnie zsynchronizuj swoje konto z kontem w grze.

Project News - Śnieżyca w stanie San Andreas


VemcziN

Rekomendowane odpowiedzi

vl3YBQs.png

Witajcie, z tej strony Junior Pressman VemcziN. W dzisiejszym artykule przedstawię Wam, jedną z największych śnieżyc, jaka dotychczas nastąpiła w stanie San Andreas.
XGwBbve.png
Jak wiecie, pierwszy śnieg w stanie San Andreas spadł 23 listopada 2021 roku, ale nie spadło go aż tak dużo, jak w przeciągu kilku ostatnich dni. Niestety w tym roku zima zaskoczyła naszych kierowców w stanie San Andreas, jak podawali meteorolodzy, zima będzie bardzo długa i sroga, ponieważ przez długi okres mają być intensywne opady śniegu. Pewnie dużo ludzi w dzieciństwie bądź, dotąd zastanawiają się, skąd się bierze śnieg oraz jak on powstaje? Otóż śnieg powstaje, gdy w chmurach para wodna zaczyna się krystalizować, po tym procesie powstają kryształy lodu. Opad atmosferyczny w postaci śniegu, który jest tak naprawdę kryształkami lodu, formuje się w kształt sześcioramiennych gwiazdek, łączących się w płatki śniegu. Płatek śniegu jest to sklejona warstwa kryształków lodu, która może mieć nawet do kilku centymetrów wielkości. Myślicie pewnie, że śnieg może padać tylko na naszej planecie? Oczywiście, że nie, kilkanaście lat temu opady śniegu zostały zaobserwowane na planecie Mars przez sondę Phoenix. Śnieg padał z chmur, które znajdywały się 4 kilometry ponad lądownikiem. Opad śniegu na marsie przechodzi w stan Virgi, gdzie nie dociera do podłoża, ponieważ sublimuje lub paruje. Dzieje się tak, dlatego że na Marsie jest bardzo duża wilgotność.
XGwBbve.png

Teraz, opowiem Wam moją historię z dzieciństwa. Gdy zawsze miał spaść pierwszy śnieg, ja jako mały 5 lub 6 letnio chłopiec, zawsze stawałem w oknie i przez kilka godzin potrafiłem obserwować, kiedy spadnie pierwszy płatek śniegu na ziemie. Pewnego razu gdy, zima się spóźniała, stałem w oknie przez cały dzień, aż w końcu dzień się skończył i musiałem iść spać, oczywiście smutny, że jeszcze śnieg nie spadł, ale z nadzieją, że będzie on następnego dnia. Wstając rano następnego dnia, okazało się, że śnieg spadł w nocy i co ja pierwsze zrobiłem? Oczywiście, że poleciałem do okna i fascynując się, patrzyłem przez zamarznięte okno, na spadający śnieg z nieba. Jak to młode dziecko, każdy z nas chciał wyjść na pierwszy śnieg i się w nim wytarzać. Jako młody chłopczyk, miałem warunki, że gdy zjem obiad, to wtedy mogę gdzieś wyjść oczywiście nie sam, tylko pod opieką rodzica. Po zjedzeniu obiadku mogłem wyjść wtedy na "pole" ponieważ na Śląsku zamiast "na dwór", "czy na zewnątrz" mówi się "na pole". Gdy wyszedłem na pole, co pierwsze zrobiłem? Oczywiście, że wziąłem sanki i wyciągnąłem Tatę, na górkę, która znajdowała się zaraz za moim domem. No i zjeżdżaliśmy na tych sankach z górki, pierwsze razem zjeżdżaliśmy, bo sam się bałem, potem sam Tata a na końcu ja sam. Było to przecudowne uczucie oraz zarazem bolesne, ponieważ zjeżdżając sam na sankach, skręciłem nimi tak, że jechały prosto na korzeń drzewa przykrytym warstwą śniegu. Jak się to skończyło? W czasie uderzenia w korzeń przeleciałem przez sanki i wpadłem głową w dół do zaspy śniegu i nie mogłem stamtąd wyjść, dopiero po dobiegnięciu Taty do mnie wyciągnął mnie stamtąd. Co ja potem zrobiłem z tym faktem? Nic, zjeżdżaliśmy dalej na sankach dotąd aż, byliśmy cali mokrzy. To było wiadome, że ja już po moim zjeździe byłem mokry, ale jeszcze byliśmy długi czas na tym śniegu. Tata sam się czuł niczym 5-letnie dziecko i sam się tak zachowywał. Razem z Tatą stwierdziliśmy, że ulepimy bałwana przed domem. Po ulepieniu bałwana wróciliśmy już do domu, ponieważ było już po godzinie 17 i wypiliśmy sobie cieplutką czekoladę, która jest najlepsza po takich zabawach na śniegu. Następnego dnia, wstałem do okna popatrzyć na bałwana, którego nie było, ponieważ ktoś go rozjechał ze względu na to, że przed domem mamy od razu uliczkę i nie mamy ogrodzonego domu. Po zauważeniu tego pobiegłem do Taty, że idziemy ulepić Franka, którego ozdobimy ładnie i będzie stał długo przed naszym domem. Jak to zawsze, po obiadku poszliśmy ulepić Franka, nie wiem, skąd się wtedy wzięła taka nazwa, ale tak go nazwałem. Gdy go ulepiliśmy, Tata poszedł szukać jakichś gałązek, aby zrobić mu ręce, a ja za ten czas, poleciałem do domu po marchewkę, szalik oraz jakiś garnek. Niestety nie udało mi się znaleźć garnka, ale za to wziąłem jakiś kapelusz Taty, który potem nałożyłem Frankowi na głowę, Tata o tym nie miał pojęcia, ponieważ na koniec dnia włożyłem Frankowi kapelusz. Po ubraniu Franka poszliśmy jeszcze pozjeżdżać chwilę na sankach i wróciliśmy do domu, zakańczając dzień w ten sam sposób co wczoraj, czyli czekoladka i do spanka. Kolejnego dnia, Tata musiał jechać do pracy, bo miał bardzo ważne zebranie i gdy Tata ubrał się w garnitur, poszedł do auta, po chwili wrócił, mówiąc, że zapomniał kapeluszu do garnituru. Ja jako młody chłopczyk oczywiście, bałem się, że Tata zauważy na Franku jego kapelusz, ale udawałem, że nic nie wiem o żadnym kapeluszu. Po tym Tata machnął ręką i pojechał bez kapelusza, a ja pobiegłem do okna popatrzeć na Franka czy ten kapelusz na nim jest. Co się okazało? Zobaczyłem tylko odjeżdżającego Tatę do pracy, a Franka nie było, został po nim tylko szalik i leżący kapelusz Taty przysypany śniegiem. Po zauważeniu, że nie ma Franka, powiedziałem mamie, że jestem głodny, aby nie musieć jeść obiadu i mama zrobiła mi moje ulubione jedzenie, frytki. Gdy już zjadłem, ubrałem się w ciuchy, w których wychodzę na pole zimą i poszedłem do Franka, próbując przywrócić go do żywych. Niestety nie udawało mi się to, ale próbując naprawić Franka, zauważyłem hydrant i wpadłem na bardzo głupi, ale za to naukowy pomysł dla osoby, która rozwaliła nasze dwa bałwany. Co zrobiłem? W niewiedzy Mamy ani Taty ulepiłem bałwana na tym hydrancie, którego nazwałem Hydrio i ubrałem go tak samo, jak Franka. Po ulepieniu Hydria wróciłem do cieplutkiego domu, z myślą, że osoba, która rozjeżdżała nasze bałwany, teraz się nauczy tego nie robić. Po jakimś czasie do domu z pracy wrócił śmiejący się Tata i z kapeluszem w ręku, który wykorzystałem jako ubranie dla Franka i Hydria. Drugą połowę dnia spędziłem w domu, grając z rodzicami w gry planszowe. Gdy graliśmy w chińczyka, to jest taka gra, która polega na myśleniu oraz zbijaniu innym pionków i celem gry jest dotarcie czteroma pionkami do domku, usłyszeliśmy wielki huk przed domem. Biegnąc w trójkę do okna, zauważyliśmy tam sąsiada i jego rozbite auto na Hydriu którego ulepiłem. Razem z rodzicami zaczęliśmy się śmiać z sąsiada, że ma nauczkę, że nie niszczy się zabawy dzieciom. Oczywiście Tata jako dobry człowiek, nie zostawił tego tak i poszedł zapłacić za szkody sąsiadowi oraz załatwił całą sprawę łagodnie i tak się zakończył dzień.

Ixg5vgV.png

Następnego dnia rodzice postanowili pojechać do Los Santos nad morze, aby popatrzeć, jak wygląda podczas zimy, ja jako dziecko bardzo się cieszyłem, bo nigdy nie byłem nad morzem. Przejeżdżając przez Los Santos, zauważyłem bardzo duża ilość odśnieżarek, które odśnieżały drogi w tym mieście. Uwielbiam duże pojazdy i cały czas zadawałem pytania rodzicom, co to za pojazd i tym podobne. Gdy dojechaliśmy nad morze, zauważyliśmy, że całe morze jest zamarznięte, idąc szlakiem, oglądałem się wszędzie przed siebie, za siebie, w lewo, w prawo, aż w końcu zacząłem krzyczeć do rodziców, że coś płynie na morzu. Tata powiedział, że jest to lodołamacz, który łamie lód na morzu, umożliwiając przy tym przepływ innym łódkom, statkom w okresie zimowym. W tym dniu zauważyłem pierwszy raz w swoim życiu taki wielki statek. Wracając do auta, zacząłem się wygłupiać z Tatą i się poślizgnąłem na lodzie, potem przez całą drogę rodzice się ze mnie śmiali, ale jak to zawsze się mówi, że "karma wraca" po chwili Tata zaliczył upadek na ziemie na lodzie. Następnie po jego upadku mama dla śmiechu, zadała nam pytanie "Co robi lód na chodniku?" Nikt z nas poza mamą nie znał odpowiedzi, więc poprosiliśmy ją, żeby powiedziała, no to mama powiedziała "Wyprowadza ludzi z równowagi" a my z Tatą wpadliśmy w atak głupawki po tym, co powiedziała. W końcu dotarliśmy do auta i wróciliśmy do domu i tak zakończył się tamten dzień.

LluLm7t.png
8eybfgF.png

 

Autor: @VemcziN
Grafika: @Tomcio.
Korekta: @Rafaal

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Siema! Jako, że odwiedziłeś/aś naszą stronę jesteśmy zmuszeni poinformować Ciebie o tym jak wykorzystujemy i przetwarzamy Twoje dane osobowe. Prosimy Ciebie o zapoznanie się z tym linkiem: Polityka prywatności. Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.