Skocz do zawartości
Aby otrzymać pełny dostęp do forum zarejestruj się, a następnie zsynchronizuj swoje konto z kontem w grze.

Makabryczna historia młodocianych bezdomnych


gereq

Rekomendowane odpowiedzi

B4WK9bO.pngVDgjwdI.png

Bezdomni w San Andreas jest to bardzo rzadko poruszany temat, ponieważ mało kto się tymi potrzebującymi osobami interesuje. Dzisiaj krążąc po okolicach San Fierro w poszukiwaniach zaginionego statku, o którym postaram się opowiedzieć w kolejnym artykule napotkałem bezdomnych w opuszczonych starodawnych parkingach statków. To, co zobaczyły moje oczy jest przerażające. Widok tych biednych osób, które przesiadują w takim zimnie, w bardzo niebezpiecznym miejscu doprawił mi zmartwień. Osoby, które będą niżej na zdjęciach są młodymi ludźmi, którzy pozwolili mi wykonać im zdjęcia. Niestety, jest to jedynie 1/4 bezdomnych z tamtego miejsca. Bartek, Michał, Konrad oraz Patryk to były właśnie te cztery młode osoby, z którymi udało mi się porozmawiać.

Gzqqb1L.png

G: Gereq U: Uczestnicy
G: Chłopcy, powiedzcie mi, dlaczego przesiadujecie w tym miejscu?

U: Proszę Pana, nie wiem czy możemy tak o tym mówić, boimy się, jest to dosyć krępująca historia..

G: Śmiało proszę mówić, jestem tu po to by Wam pomóc, a nie utrudnić.

U: No dobrze, a więc zacznę od tego, że od zawsze trzymaliśmy się razem. Byliśmy wychowywani na jednym osiedlu, dwójka z nas od urodzenia nie miała taty, nie wiemy co jest z naszymi ojcami. Druga dwójka natomiast miała ojców alkoholików *w tle: Tak! Nienawidzę go! Mój ojciec to był najgorszy człowiek na tej ziemi!*, którzy nie byli zbytnio bogaci. Co do naszych matek, odkąd pamiętamy było z nimi ciężko, ponieważ miały nas gdzieś. Nasze matki wolały leżeć do góry brzuchem, palić szluga oraz spożywać alkohol. U mnie w domu, *mówi Konrad* matka praktycznie cały czas leżała zarzygana, wokół było pełno petów, w całym domu okropnie śmierdziało. Widzi Pan tę ranę? *mówi pokazując brzuch na którym widać liczne poparzenia* - To właśnie zasługa mojej matki. Był to dosyć spokojny dzień, w którym wstałem i miałem nadzieję że matka trochę się uspokoiła, ponieważ wtedy już nie miała alkoholu bo nie miała na to po prostu funduszy. Dzień mijał powoli, wyszedłem do sklepu po mój przydział ulotek by je roznosić w celu zarobku funduszy. Roznosiłem ulotki oczywiście z łzami w oczach ponieważ każdego dnia płakałem przez to okropne życie, które mi się trafiło. Gdy wszystkie rozniosłem, wróciłem do domu, gdzie matka oczywiście leżała a wokół niej leżała duża ilość piw. Nic nowego, poszedłem do swojego pokoju, siedziałem myśląc jak zwykle o tym wszystkim co mnie przytłacza, gdzie nagle poczułem smród. Zapach czegoś, co się pali. Po chwili, przez moje drzwi dostawała się kupa dymu, wtedy spanikowałem, wybiegłem szybko z pokoju i biegnąc po korytarzu, przewróciłem się i upadłem. Podłoga była materiałem łatwopalnym, dlatego się paliła przez co dostałem poparzeń 3 stopnia na brzuchu. Bałem się o swoje życie, o życie matki bo jednak matka jest to osoba która mnie urodziła i pomimo jej zachowania mam do niej szacunek i ją kocham. Po chwili, do domu weszła ekipa strażaków która nam pomogła i ugasiła płomienie. Po tym incydencie, wraz z moją matką zostałem przetransportowany do szpitala, gdzie spędziłem aż 3 tygodnie. Szczerze mówiąc, nigdzie w życiu nie było mi tak dobrze jak w szpitalu, ponieważ tam miałem ciepło, miałem świeże jedzenie oraz normalny zapach. Niestety, pobyt w szpitalu dla mojej mamy nie skończył się dobrze. Pomimo tego, że walczyła z swoim życiem parę dni, była w śpiączce, lekarze dawali jej szanse przeżycia, lecz każdy się zdziwił bo w nocy z piątku na sobotę zmarła.. Miałem ochotę się zabić, po mojej głowie krążyło bardzo dużo myśli samobójczych, czy też kryminalistycznych. Jednak pomimo tych myśli, uważam że jestem za słabym człowiekiem by się po prostu zabić, dlatego znalazłem się tutaj. Moi koledzy także postanowili opuścić swoje "domy". W sumie to nie takie domy, ponieważ to nie był dom tylko melina, w której śmierdziało i było naprawdę okropnie. Postanowiliśmy wesprzeć Konrada, któremu zmarła matka czyli nie miał on już dwójki rodziców, dlatego właśnie opuściliśmy swoje miejsca zamieszkania i udaliśmy się na miasto. Krążyliśmy parę dni, tygodni, szlajaliśmy się dosłownie wszędzie, było ciężko ponieważ była to zima i było strasznie zimno, lecz daliśmy radę przeżyć. Tak się to pociągnęło, że trafiliśmy w to miejsce ponieważ jest tu w miarę ciepło ponieważ są tu wielkie halogeny, które wywołują ciepło. Dzięki temu, siedzimy w tych miejscach i jest nam ciepło. Wiadomo, nie jest tu najlepiej ponieważ wiele razy zdarzały się sytuacje że przychodziły tu osoby pod wpływem narkotyków i wywoływały bójki, lecz na szczęście nasza czwórka kiedyś trenowała sporty walki, mianowicie lubiliśmy się tak dla zabawy pobić, trenować wytrzymałość by sobie w życiu poradzić. Większość "ćpunów" która wywoływała walki, po prostu je przegrywała. Widzi pan tę wodę? Nie jedna osoba tam zginęła. Nie mówię tu o tym, że to my kogoś zabiliśmy ponieważ my byśmy tego nie zrobili ponieważ jesteśmy naprawdę dobrymi osobami, które by za innego oddały by życie. Było parę takich sytuacji, że ci starsi ludzie po prostu wskakiwali, by się zabić. Brzmi to przeraźliwie, jednak jest to prawdziwe. Przytłoczeni swoim życiem, postanawiali popełnić samobójstwo i się celowo topili. My jesteśmy na to za młodzi, mamy ledwo 19 lat i się boimy śmierci, wolimy by było tak jak jest. Były dni, gdzie przyjeżdżała policja ale przyjeżdżali tylko po to, by zawinąć tych, którzy posiadali narkotyki czy inne tego typu rzeczy. Jeżeli nic przy sobie nie mieliśmy, nic nam nie robili. Nie planowali nawet nam pomóc, nie spytali jak się czujemy, czy chcemy pomocy, czy może chcielibyśmy coś zjeść? Nic. Nic takiego nie usłyszeliśmy. Jesteśmy bardzo głodni, główne nasze wyżywienie są to ryby, które łapiemy i je spożywamy.

G: Nie wiem co powiedzieć, naprawdę. Ta historia doprawiła mi ciarek na ciele. Dziękuję Wam chłopaki, że zechcieliście mi opowiedzieć trochę o tym Waszym życiu przeszłym oraz teraźniejszym. Podziwiam, że dajecie radę ponieważ jest to bardzo ciężki żywot, jestem pod ogromnym wrażeniem. Postaram się Wam jakoś pomóc, na dniach tu przyjadę i powiem co i jak, postaram powiadomić o tym odpowiednie służby. Wiedzcie o tym, że niedługo to się skończy, obiecuję Wam że zrobię wszystko, byście mieli jak najlepiej.

rdzv109.png

5V20MaL.png

Bezdomni, tak jak alkoholicy, stanowią bardzo zróżnicowaną grupę. Znajdują się wśród nich ludzie różnych zawodów, mający różną przeszłość. Bezdomni, tak jak alkoholicy, poszukują „winnych” swojej sytuacji. Alkoholicy i bezdomni czekają – „na mieszkanie, pracę, aż żona będzie lepsza wobec nich”. Dla przeciętnego obywatela większym problemem jest brak mieszkania niż picie. A dla uzależnionego bezdomnego? Znam wiele przypadków, kiedy po długotrwałych staraniach uzależniony bezdomny uzyskiwał mieszkanie, a następnie się najzwyczajniej zapijał, odbierał sobie życie lub w najlepszym wypadku ponownie tracił mieszkanie. Mówiąc o osobach bezdomnych, używa się często pojęcia wychodzenia z bezdomności. Jest to proces socjalizacji osoby bezdomnej umożliwiający jej funkcjonowanie społeczne. Skoro mamy proces „wychodzenia”, musi być też proces „wchodzenia” w bezdomność. Proces wchodzenia w bezdomność kończy się przyjęciem tożsamości bezdomnego. Charakteryzuje się ona faktyczną zgodą na stan, w jakim się bezdomny znajduje. Będąc w sytuacji stałego braku zaspokojonych potrzeb mieszkaniowych i izolacji społecznej, bezdomny koncentruje się już nie na próbach zmiany tego stanu, lecz na łagodzeniu jego skutków i obwinianiu innych za swoją sytuację. Problem bezdomności kojarzy się najczęściej z miejscami, w jakich udzielana jest pomoc tym osobom – czyli ze schroniskami, noclegowniami itp. Trzeba jednak pamiętać, że bezdomnymi są też osoby koczujące na „działkach”, tułające się po tzw. „stancjach”, melinach, które nie korzystają z pomocy społecznej w ogóle lub też korzystają z niej doraźnie. Właśnie o tej ostatniej grupie osób niewiele można powiedzieć, bo po prostu nie mamy z nią bliższego kontaktu.

iFYiXaS.gif

NFAS945.png

Autor: @gereq

Grafiki: @Tosiek

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Zarchiwizowany

Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.

Gość
Ten temat został zamknięty. Brak możliwości dodania odpowiedzi.
  • Ostatnio przeglądający   0 użytkowników

    Brak zarejestrowanych użytkowników przeglądających tę stronę.

×
×
  • Dodaj nową pozycję...

Powiadomienie o plikach cookie

Siema! Jako, że odwiedziłeś/aś naszą stronę jesteśmy zmuszeni poinformować Ciebie o tym jak wykorzystujemy i przetwarzamy Twoje dane osobowe. Prosimy Ciebie o zapoznanie się z tym linkiem: Polityka prywatności. Umieściliśmy na Twoim urządzeniu pliki cookie, aby pomóc Ci usprawnić przeglądanie strony. Możesz dostosować ustawienia plików cookie, w przeciwnym wypadku zakładamy, że wyrażasz na to zgodę.